Blog - razem.pl
Kilka słów o komunikacji
Dzisiaj mój mąż zapomniał, że w sobotę przypada 23 rocznica naszego ślubu. Wyjaśniam, że nie zapomniał o naszej rocznicy, ale nie skojarzył, że 04.02 wypada właśnie w tą sobotę. Dlaczego o tym piszę, dlatego, że patrząc na mój status małżeński (nie myślałam, że kiedyś będę powoływać się na swój staż w małżeństwie, albo na mój wiek
) takich chwil, kiedy zupełnie inaczej pojmujemy rzeczywistość, inaczej ją odbieramy jest bardzo wiele. Ja naszą rocznicą ślubu żyję już od początku roku. Zastanawiam się co zrobić, jaką kolację przygotować, jaką niespodziankę sprawić mojemu mężowi. A mój mąż. No, cóż podobnie jak większość Panów idzie na żywioł, albo powiedziałabym na „spontan”. Pamiętam z poprzednich lat, jak mój mąż, albo moje dzieci szczególnie syn zadawali mi pytanie: co chcę dostać ? (Ciekawe jest to, że u mnie w rodzinie najczęściej tego typu pytanie zadaje męska jej część. Stwierdzam, że nam kobietom jakoś łatwiej przychodzi kupowanie prezentów. Czy właściwych, to już inna kwestia. ) Ale wrócę do tematu. Pamiętając przeszłość na początku roku stwierdziłam, że nie będę się denerwować odpowiedzią na pytanie : co chcę dostać? I ułatwię mężowi zadanie. Co więc zrobiłam? Na początku roku wręczyłam jemu karteczkę z prezentami, które może dla mnie zrobić. (nie będę mówiła ile lista miała pozycji, ale była wystarczająco długa, żeby mój mąż do końca tego roku nie miał stresa i robił mi prezenty, które dla mnie będą niespodzianką- bo przecież nie wiem co dostanę z odpowiednio długiej listy). Śmieszne, no może trochę. Ułatwiłam Jemu zadanie. Zwłaszcza, że jak każda kobieta co jakiś czas zmieniam zdanie. Na przykład w poprzednich latach chciałam dostawać rzeczy osobiste np. biżuterię, a w tym roku zapragnęło mi się trochę praktycznych rzeczy. Oczywiście mogłam czekać, aż mój wspaniały mąż się domyśli i ofiaruje mi to czego pragnę, ale wiecie muszę was drogie Panie rozczarować mężczyźni rzadko się domyślają, najzwyczajniej w świecie nie potrafią czytać w myślach, nie potrafią właściwie odbierać tego co mówimy.
No dobra są mężczyźni, którym wychodzi to doskonale, ale prowadząc od ponad 10 lat kurs dla narzeczonych, spotykając się z wieloma małżeństwami stwierdzam: większość mężczyzn się nie domyśla i my kobiety musimy się z tym pogodzić. I znowu oprę się na moim małżeńskim stażu: kobiety im szybciej sobie to uzmysłowicie tym lepiej. Szkoda naszego życia i zdrowia. Czy jest łatwe pogodzenie się z tym? Nie, ale powiem wam o wiele łatwiej się żyje, kiedy ta prawda dotrze do nas.
Różnimy się od siebie, różnie postrzegamy rzeczywistość, różnie reagujemy. To nie jest wada. Jesteśmy różni, bo tak to Bóg zaplanował. Pewno każdy z was pamięta moment stworzenia człowieka opisany w Biblii ( jak nie to zerknijcie sobie do I Księgi Mojżeszowej). Bóg stwarza mężczyznę z prochu ziemi, później zsyła sen na mężczyznę i z jego żebra stwarza kobietę. Zabiera część mężczyzny i daje kobiecie. Jak więc możemy być tacy sami ? Nie możemy. Jesteśmy różni i to jest nasze bogactwo, to jest nasze piękno. Musimy tylko chcieć te różnice zrozumieć i nauczyć się odpowiednio komunikować. Tak komunikacja ma masę wspólnego z naszymi różnicami, dlatego, że to właśnie w codziennych rozmowach, albo w ich braku widzimy je wyraźniej.
Przyjrzyjmy się pewnej sytuacji. Mąż wraca z pracy. Zadaję mu pytanie: co słychać ? Odpowiedź męża brzmi : dobrze. Gdybym to samo pytanie zadała kobiecie, albo gdyby to pytanie mąż zadał mi opowiedziałabym wszystko bardzo szczegółowo minuta po minucie. Co więcej częściej dowiaduję się od męża o tym co się wydarzyło, albo co było np. na konferencji wtedy, kiedy wychodzimy do znajomych. Dlaczego ? Dlatego, że on jest nastawiony na rozwiązywanie problemów, pokazanie swojej kompetencji. I jeżeli w czasie rozmowy zostanie poruszony temat konferencji, albo jakiś jej szczegół to on będzie o tym opowiadał, ale z punktu widzenia osoby kompetentnej i znającej się na rzeczy. Dla niego mniejsze znaczenie mają uczucia, emocje. Nie pamiętam ( a pamięć mam dobrą), żeby mój mąż mówił: dzisiaj czuję się zraniony, mój szef mnie zranił. A właściwie to chyba nie słyszałam takiego zdania z ust żadnego faceta. Kiedy Adam siedział sobie w ogrodzie Eden i nazywał te wszystkie zwierzęta, które przechodziły koło niego, kiedy uczył się zarządzać tym co miał nie myślał o uczuciach. Myślał o tym jak ochronić te zwierzaki, jak uprawiać ziemię, jak tym wszystkim kierować. To jak się czuł, było nie ważne, bo on zarządzał kawałkiem świata! I przez te wszystkie tysiące lat nic się nie zmieniło. Dalej jest tak samo. I dzisiaj zamiast mieć pretensje do swoich mężów powinnyśmy nauczyć się zadawać tak pytania, tak kierować rozmową, żeby nasz mąż miał możliwość wykazania się. W jaki sposób? Wrócę do tej konferencji. Mąż wraca z konferencji, kiedy wchodzi w drzwi zadajemy mu pytanie: Jak tam było? I właściwie w tym momencie kończy się rozmowa. Ale gdybyśmy wiedząc, że temat konferencji dotyczył finansów i oszczędzania zadały pytanie: czego dowiedziałeś się o oszczędzaniu? Gwarantuje wam, że mąż opowiedział, by więcej niż w jednym zdaniu to o czym była mowa. Oczywiście to nie jest reguła, dlatego, że każdy mężczyzna jest inny. Ale może zamiast kierowania pretensji spróbujmy zrozumieć naszych mężów.
No dobra mężowie też powinni zrozumieć nas. My jesteśmy taka płeć dla której ważne są emocje, uczucia, rodzina, przyjaciele. Dla nas liczą się szczegóły życia. I o tych szczegółach, to tych uczuciach kochamy opowiadać. To wcale nie znaczy kochani mężczyźni, że jesteśmy puste i bez sensu tyle gadamy. My po prostu potrzebujemy tyle mówić. W ciągu dnia kobieta wypowiada około 25000 słów, zaś mężczyzna o połowę mnie. Dlaczego? Za naszą mowę odpowiedzialne są dwa obszary mózgu: ośrodek Broki i ośrodek Wernickiego, które u kobiet są większe i zlokalizowane są w dwóch półkulach, zaś u mężczyzn są mniejsze i znajdują się tylko w jednej półkuli, jak dobrze pamiętam to w lewej. Dlatego też drodzy Panowie wasza żona mówi dużo, opowiada o emocjach, uczuciach,dlatego, że tego potrzebuje. Co więcej ona kiedy mówi o jakimś problemie znajduje rozwiązanie. Także nie stresujcie się kiedy wasza żona skacze z tematu na temat, kiedy zaczynając opowiadać o problemach córki w szkole, przeskakuje na opowiedzenie o sukience wychowawczyni waszego dziecka, po czym opowiada o jej teściowej , i na dodatek kończy rozmowę pytaniem: jak myślisz kochanie czy twoja mama uszyłaby mi taką sukienkę? A wy słuchając tego wszystkiego zastanawiacie się jak rozwiązać problem dziecka i kompletnie nie rozumiecie co z tym ma wspólnego wasza mama i jakaś sukienka.
Jesteśmy różni, różnie się komunikujemy, różnie wyrażamy swoje emocje, ale to właśnie jest piękne. Spróbujmy zrozumieć siebie nie patrząc przez pryzmat tego co się wydarzyło.
Stephen King w „Czarnej bezgwiezdnej nocy” napisał:
„Małżeństwo jest jak dom w ciągłej budowie, każdego roku spostrzega się nowe pokoje. Pierwszy rok po ślubie to chatka, po dwudziestu siedmiu latach powstaje wielka, pełna zakamarków rezydencja. Muszą w niej istnieć ciemne kąty i przestrzeń do magazynowania rzeczy, większość z nich jest zakurzona i opuszczona, w niektórych spoczywają nieprzyjemne relikty, o jakich wolałoby się nie wiedzieć, dopóki się ich nie znajdzie.”
Nie pozwólmy, żeby w domu, który budujemy, w naszym małżeństwie powstały pokoje, ciemne kąty, zakamarki w których magazynujemy nieprzyjemne wspomnienia, sytuacje, słowa o których chcielibyśmy zapomnieć. Nauczmy się rozmawiać: nie oskarżając, nie wyśmiewając będąc nastawionym przede wszystkim do zmiany swojego stanowiska, będąc otwartym na to co mówi druga osoba. Kochajmy ! Lata mijają tak szybko, ale najczęściej przekonujemy się o tym dopiero wtedy, kiedy tej drugiej osoby przy nas zabraknie. Dopiero wtedy te wszystkie konflikty, te wszystkie zakamarki, ciemne kąty naszego małżeństwa wydają nam się głupie i nie warte pielęgnowania.
Pozdrawiam gorąco tych, którzy czytają to co piszę. Jeżeli macie ochotę napiszcie co myślicie na ten temat, napiszcie jak sobie radzicie w waszych małżeństwach, a może jak sobie nie radzicie. Czasami trzeba komuś opowiedzieć o swoim bólu, czasami trzeba zadać trudne pytanie, a tak jak zauważyłam na stronach Internetu jest łatwiej, bo jesteśmy anonimowi i siedzimy przed ekranem komputera, a nie przed drugim człowiekiem.